Śmiertelni.


„Śmierć, najstraszniejsze z nieszczęść, wcale nas nie dotyczy, bo gdy my jesteśmy, nie ma śmierci, a gdy jest śmierć, nie ma nas.”
           Epikur

To, że jesteśmy śmiertelnymi, człowiek zauważa przeważnie dopiero w końcowym etapie swojego życia, ja też. Wcześniej niewiele kierowało moje myśli w tym kierunku. Młodsi zawsze mają trudności z zauważeniem faktu, że oni także są śmiertelni. Pierwszą część życia spędzamy na nabieraniu siły, umiejętności i mądrości. Potem korzystamy z tego co zdobyliśmy w młodości i stajemy się kimś. Przychodzi jednak czas, gdy powoli, ale systematycznie, bez naszej winy, ciało coraz częściej zaczyna odmawiać posłuszeństwa. Silne wcześniej kończyny słabną, zmysły zawodzą i uroda więdnie. W końcu przestają działać również różne narządy. Pamiętamy siebie w kwiecie wieku i zdajemy sobie pytanie gdzie się podziała ta osoba. Paradoksalnie osiągamy wtedy szczyt naszej mądrości i życiowego doświadczenia, ale jednocześnie ciało utrudnia nasze działanie i powoli staje się ciężarem. Zaczynamy mieć poważnie na uwadze własną skończoność, życie ulega przemianie, a w każdym razie z całą pewnością nie jest już takie jak wcześniej. Gdy człowiek sobie to uświadamia, budzi się w nim bunt egzystencjalny i niekiedy również metafizyczny. Nikt przecież nie myśli spokojnie o własnej śmiertelności. Chociaż spokojne myślenie o własnej śmiertelności nie musi oznaczać, że przestajemy się śmierci bać. Bardziej chodzi o to, żeby lęk nie odbierał wartości życiu, które teraz mamy. Gdy nasza śmiertelność daje o sobie znać, nachodzi nas nagle jakaś niecierpliwość, chciałoby się jeszcze tyle zrobić. Zaczynamy żyć ze zwiększoną pasją i szkoda nam każdego dnia. Bezczynność staje się złodziejem czasu, który mija zbyt szybko, ale ciało coraz częściej ją wymusza. Mnie to minęło szybko. Jest taka grecka mądrość „skoroś śmiertelny, myśl jak śmiertelnik” i tego warto się moim zdaniem trzymać. Na starość nie da się już niczego nadgonić, najlepiej spokojnie żyć dalej. Wielu ludzi odczuwa wtedy potrzebę pozostawienia po sobie czegoś trwałego, dlatego niektórzy wierzą, że w pewnym sensie będą żyć dalej w swoich dzieciach i wnukach, choć jest to czysto symboliczne. Dzieci mogą być wprawdzie postrzegane jako forma ciągłości, ale przecież nie jako dosłowne przetrwanie własnej świadomości. Dla mnie osobiście, najbardziej niezwykłą rzeczą jest to, że chociaż każdego dnia mnóstwo żywych istot udaje się do krainy śmierci, są ludzie, którzy myślą, że mimo to są nieśmiertelni. Choć przecież powszechność śmierci fizycznej w zasadzie nie odbiera sensu wierze, która jest dla wielu jedyną odpowiedzią na kruchość ludzkiego życia. Religia oferuje wizję życia wiecznego, co pomaga oswoić nieuchronność końca. Dla mnie zaś „kiedyś umrę” jest faktem, natomiast szczegółowe scenariusze „co potem” tworzone przez umysł, są tylko wyobrażeniami. Wiara ma swój sens, zaś fizyczność ma swój. A najważniejsze, że jeszcze nie umieramy… Jeszcze nie teraz. Czego serdecznie życzę wszystkim czytającym. 


Komentarze

  1. Czterdzieści trzy lata temu zamieściłem ten fragment z Epikura w moim tekście poświęconym filozoficznej argumentacji przeciw obawie śmierci. Te argumenty były w kosmicznym uproszczeniu trzy:
    Śmierć nas nie dotyczy, więc nie trzeba o niej myśleć. (Epikur)
    Śmierć nie pozbawia nas godności - jedynie ważne jest to, czy dobrze żyjemy. (Stoicy)
    Dusza jest nieśmiertelna, a świadomość śmierci nie pozbawia nas poczucia jedności z najgłębszą rzeczywistością.(Platon)
    Nazwałem te argumenty odpowiednio
    - scepytcznym
    - heroicznym
    - racjonalnalnym.
    Do krótkiego tekstu dołączyłem fragmenty różnych filozoficznych tekstów ilustrujących te argumenty i postawy.
    Taki był pierwszy filozoficzny utwór jaki opublikowałem. Ale na ogół młodzi ludzie nie myślą o śmierci, o ile choroba lub utrata kogoś bliskiego nie otworzy im oczu na własną śmiertelność.

    OdpowiedzUsuń
  2. Twoje przemyślenia są mi bliskie. I jakże dalekie od młodzieńczych abstrakcji, od których zaczynałem swą filozoficzną twórczość...

    OdpowiedzUsuń
  3. Chodziło mi wtedy o problem ogolniejszy. Czy argumentacja filozoficzna może mieć jakiś wpływ na naszą egzystencję.
    Platon w "Fedonie" chciał, żebyśmy oswajali się ze śmiercią i niejako umarli za życia. Epikur zachęcał do pogody ducha i unikania cierpienia. Stolicy chcieli żebyśmy żyli mężnie. A jak to się ma do niepokoju i lęku?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stoicy. AI czuwała nad poprawnością 😀

      Usuń
    2. Pewnie może, jak ktoś sobie ją weźmie do serca.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Rozczarowanie.

Wrażenie.

Zmartwienia.